poniedziałek, 11 grudnia 2017

408. Zapraszam do zabawy, czyli...


Witajcie!
   Od jakiegoś czasu na blogach pojawiają się propozycje zabaw na 2018 rok. 
Sporo myślałam nad zabawą na kształt tej z misiem Fizzy i oto jest. Myślę, że jest to ciekawa propozycja, a przy tym, podejmując wyzwanie, można będzie wykazać się kreatywnością! 
Tyle się dzieje negatywnych rzeczy na świecie, że kolorowe odczarowanie rzeczywistości, na pewno się przyda! Zapraszam zatem na....


365 DNI 
W BAJKOWEJ KRAINIE
 
Oto szczegóły zabawy:
1. Haftowanie rozpoczynamy 01.01.2018r (start troszkę teoretyczny, ale jak 365 dni to 365 dni!), a zabawę kończymy 31.12.2018r.;
2. Nie zapomnijcie zgłosić chęć zabawy, pod tym postem :) Ale do zabawy możecie dołączyć także w dowolnej chwili jej trwania, nadrabiając zaległości.
3. Haftujemy tylko postacie z dowolnych bajek - te popularne wśród naszych dzieci, ale także te z naszego dzieciństwa. Tym samym obok Zygzaka Mcqweena, Maszy czy Olafa, może pojawić się Maja, Reksio, Smerfy itd.
4. Na początku każdego miesiąca pojawi się para elementów, z których jeden musi znaleźć się na hafcie 'rozliczającym' dany etap zabawy. W styczniu może to być na przykład para: 'OKULARY lub MASKA'. Oznacza to, że możecie wybrać dowolny schemat bajkowej postaci, ale KONIECZNIE musi się w nim znaleźć jeden ze wskazanych przeze mnie, a wybranych przez Was, elementów. Czyli, w tym przypadku, albo okulary, albo maska. Możecie wybrać element z pary pierwszego miesiąca danego etapu, lub poczekać na kolejną parę z drugiego miesiąca i dopiero wtedy dokonać wyboru. Gdy głowa pełna pomysłów i ciężko będzie się Wam zdecydować, możecie haftować jedną postać każdego miesiąca.
5. Tradycyjnie, pozostawiam dowolność w wyborze materiałów tzn. sami wybieracie kanwę, rodzaj nici, ewentualne dodatki typu koraliki, wstążki itd. oraz schemat; Jedyne niewielkie 'ograniczenie', to (wspomniana wyżej) zasada numer 4 :)
6. W sumie powinno powstać co najmniej 6 bajkowych postaci, czyli jedna na dwa miesiące. Oczywiście może ich powstać więcej. Natomiast co najmniej 6 bajkowych postaci, to warunek konieczny, aby wziąć udział w losowaniu nagrody na koniec zabawy.
7. Kolejne etapy zabawy to: styczeń - luty, marzec - kwiecień, maj - czerwiec, lipiec - sierpień, wrzesień - październik, listopad - grudzień
8. Do ostatniego dnia drugiego miesiąca z danego etapu, czekam na zdjęcie  kolejnej postaci wysłane na kreatywnajacewiczowka@gmail.com, jeśli chcecie, by pojawiło się ono w podsumowaniu, którego dokonam co dwa miesiące. 

9. Praca (z mojej zabawy) musi być nowa i nigdzie wcześniej nie publikowana, ale może brać udział w innych wyzwaniach, Haft możecie wykorzystać w dowolny sposób (obrazek, kartka, aplikacja, czy haft np. na "kołderki", czy "celinki" itd).

10. Będzie mi miło, jeśli na swoim blogu czy profilu zamieścicie podlinkowany banerek zabawy.


Zapraszam serdecznie!
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki

czwartek, 7 grudnia 2017

407. Mulina Sullivans - test.

 Witajcie!

   Dzięki uprzejmości Pasmanterii Internetowej Haftix, miałam przyjemność przetestować nową, nieznaną u nas mulinę Sullivans. Zatem dziś zapraszam na zapowiadany post, o tym, jakie wrażenie zrobiła na mnie i jak mi się z nią pracowało.






 Kilka słów o mulinie Sullivans...

Producent o mulinie pisze (moje wolne tłumaczenie): "Nić hafciarska Sullivans, to najwyższej jakości, sześcionitkowa nić wykonana z 100% egipskiej bawełny, najlepszej na świecie. Jest podwójnie merceryzowana*, aby uzyskać wytrzymałość na rozciąganie i nadać połysk. Wszystkie produkty mają jednolite kolory oraz gwarancję trwałości koloru i odporności na blaknięcie. Nić Sullivans jest wygodna w użyciu, nie plącze się. Nici Sullivans oferują te same 454 pełne odcienie, co DMC, z numerem koloru dmc, wymienionym na każdym motku Sullivans."





Producent zaleca ponadto prasowanie muliny Sullivans w średniej temperaturze, oraz pranie nawet w 95*C.
 Ja tradycyjnie sprawdziłam także i to. Hafty prasowałam najwyższą temperaturą żelazka i w żaden sposób nie miało to na nie negatywnego wpływu. W dodatku potraktowałam je parą, co też nie wpłynęło na żadną z mulin. Dodatkowo, pasemka testowanej muliny, zalałam wrzątkiem i także tym razem zdały test śpiewająco, nie puściły farby :)



Jak wspomniałam wcześniej, każdy motek ma swój własny numer, ale jednocześnie ma odniesienie do muliny DMC, bo w założeniu ma być właśnie dla niej zamiennikiem. Wydaje mi się to bardzo trafionym pomysłem, bo nie musimy szukać tabel zamienników, lub programów do konwersji.


 Mimo tego ułatwienia, w moim zestawie testowym znalazła się także karta - zamiennik muliny Sullivans na DMC. Ale w sieci również można znaleźć tabelę konwersji wspomnianych mulin.





   W praktyce wygląda to tak, iż Sullivans ma kolory bardzo podobne do DMC, ale jednak już gołym okiem widać, że odrobinę się od siebie różnią. Zdjęcie czy sztuczne światło podkreśla te różnice jeszcze bardziej. Dlatego do wyszycia konkretnego koloru w danej pracy, skorzystałabym albo z jednej, albo z drugiej muliny. Mieszania obu mulin ('tego samego' koloru) raczej bym nie polecała.



Testowanie haftowane...

W związku z tym, że mulina Sullivans miałaby na naszym rynku stanowić alternatywę dla wciąż drożejącej DMC, swój test oparłam na porównaniu obu nitek w identycznych haftach.

Tym samym, oba hafty wykonane są na białej adzie 16ct (64/10cm), dwiema nitkami poszczególnych  mulin. Schemat dzwoneczka znaleziony w sieci.

Mulina sullivans:
- dobrze się wyciąga z motka oraz rozdziela na pojedyncze nitki,
- dobrze układa się na kanwie,
- nie płacze się i nie rwie,
- nie mechaci, nawet przy wypruwaniu, czy kolejnym przeciągnięciu przez kanwę,
- w dotyku okazuje się być odrobinę szorstka, sztywniejsza niż gładka DMC, jednak mimo to nitka bez problemu przechodzi przez kanwę, nawet jako czwarta w danym 'oczku',
- nitka wydaje się cięższa, brakuje jej trochę lekkości i miękkości tej, dla której ma być alternatywą. Kto pracował z DMC ten pewnie wie, o czym mówię - gdy wyszywasz DMC masz uczucie jakby lekkości, delikatności nitki, nie 'odczuwasz' nitki na igle.
- mulina ma swój ładny połysk, ale niestety nie jest tak błyszcząca i nie pracuje ze światłem tak jak DMC,
- dobrze kryje kanwę, ale już w porównaniu z haftem wykonanym DMC widać różnicę. Ten drugi jest jakby pełniejszy, wyraźniejszy.

Jak wspomniałam wyżej, mulina Sullivans w dotyku okazuje się być odrobinę szorstka, sztywniejsza, a nitka wydaje się cięższa, niż gładka DMC. Gdybym miała porównać testowaną mulinę do którejkolwiek muliny, z którą pracowałam, to w dotyku najbardziej przypomina... naszą polską Ariadnę, albo Anchor. Ale to oczywicie moje osobiste odczucie :)

Wyhaftowane przeze mnie dzwoneczki na pierwszy rzut oka niewiele się różnią. Dopiero kiedy zaczynamy się haftom przygladać (dzwonek wykonany muliną Sullivans to ten ze szpileczką), to zaczynamy dostrzegać różnice - odrobinę inny odcień, inne krycie kanwy, inna praca ze światłem.












Podsumowując, w moim odczuciu, mulina Sullivans, może ubiegać się o miano zamiennika DMC. Dobrze mi się z nią pracowało. Końcowy efekt haftu (chociaż to tylko mały schemat) jest zadowalający.

Niemniej jeśli ktoś kocha mulinę DMC za jej gładkość, lekkość i połysk, może być odrobinę zawiedziony muliną Sullivans.

Jednak ja nie skreślałabym jej od razu na starcie. Jest naprawdę dobra jakościowo, odporna na wysokie temperatury i odbarwianie itd. Naprawdę może stanowić konkurencję dla DMC, szczególnie jeśli miałaby się pojawić w Polsce w przystępnej cenie, konkurencyjnej, dla stale drożejącej DMC. Tym bardziej, że oferta Sullivans, to nie tylko taka "zwykła" mulina, ale także różne inne jej odmiany, na przyklad metalizowana.

W wolnej chwili możecie zajrzeć na stronę Sullivans.




*Merceryzacja - nadawanie połysku przędzy, względnie tkaninie bawełnianej, przez zanurzenie w roztworze wodorotlenku sodowego. Proces polega na tym, że powierzchnia włosa bawełnianego pokryta jest cienkim, matowym naskórkiem, który rozpuszcza się i ujawnia połysk włosa. Bawełna merceryzowana chemicznie kurczy się, ale staje się elastyczniejsza i mocniejsza. (Źródło)


Pozdrawiam serdecznie,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki :)

wtorek, 5 grudnia 2017

406. Kartka z wózeczkiem.

Witajcie!

      Na blogu powinny w zasadzie pojawiać się już bożonarodzeniowe propozycje, a ja mam jeszcze kilka zupełnie nieświątecznych zaległości... No cóż... Wkrótce i te świąteczne doczekają się swojej odsłony, a tymczasem zapraszam na post, który tak jak dwa poprzednie, krąży wokół narodzin. Myślę jednak, że nudy nie będzie, bo tym razem, chociaż znowu karteczka, to na bazie haftu matematycznego.

   Schemat haftu znalazłam w internecie. Całość wyhaftowałam jedną nitką białego, cienkiego kordonka na różowym kartonie. Do uzupełnienia haftu matematycznego, użyłam jeszcze białego kwiatuszka i kokardki oraz koralików.
Do zrobienia kartki użyłam jeszcze kartonu różowego, oraz drugiego - z dziecięcym nadrukiem (od Weroniki). Wszystko to, naklejone na bazę z białego kartonu. Przydał się brzegowy dziurkacz ozdobny (koronki) oraz kreatywne nożyczki. Do wykończenia użyłam jeszcze kwiatuszków (od Violi), scrapowego motylka i napisu, także znalezionego w internecie.

Oczywiście najwięcej pracy zajął haft matematyczny. Nie ze względu na trudność wykonania, ale liczbę dziurek, których podczas haftowania trzeba było pilnować. A w zasadzie, zwracać uwagę, by trafiać w te właściwe :)

Karteczka poleciała do naszej blogowej Koleżanki, która właśnie została Babcią! I to Babcią przez duże "B", bo na świat przyszła wnusia* :)

Babci Violi gratuluję jeszcze raz z całego serduszka!










* Znacie to powiedzonko? Kiedy na świat przychodzi wnuk, to dziadek jest dziadkiem, a babcia? Żoną dziadka ;) Zupełnie co innego gdy na świat przychodzi wnuczka, wtedy sytuacja się odwraca :) Oczywiscie wszytko to w formie żartu :)


   Na koniec zaproszę Was jeszcze do zajrzenia na blog w czwartek. Pojawi się post o testowanej przeze mnie mulinie Sullivans.

Pozdrawiam serdecznie,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki :)

czwartek, 30 listopada 2017

405. Metryczka dla Antosia :)

Witajcie!

   W Jacewiczówce nadal krążymy wokół narodzin. Ostatnio była karteczka, a dziś pojawi się metryczka.

   Schemat metryczki jest dobrze wszystkim znany, zapewne także nieraz mieliście okazję zobaczyć go przeróżnych wersjach. 
Ja sama wyszywałam już tego malucha z misiem, oraz drugiego z króliczkiem, dwukrotnie w brązach i beżu.
 Tym razem metryczka powstała na zamówienie i niemal o każdym kroczku i jej wyglądzie decydowała Zamawiająca. Dlatego też pamiątkę narodzin dla Antosia wyhaftowałam w szarościach, z niewielkim żółtym akcentem, tak by pasowała do wnętrz Obdarowanej. 

Haft wykonałam dwiema nitkami (kontury jedną) mieszanki mulin, na białej Aidzie 54/10. Kolory dopasowałam sama. Dodałam jeszcze odpowiedni schemat literek (znaleziony w internecie). 

Całość oprawiłam w dużą, białą ramę dostarczoną przez Zamawiającą :) Osobiście do oprawy dodałabym jeszcze podwójne szaro - żółte pas partu, ale i bez niego jest całkiem fajnie.

Warto jeszcze chyba  napisać, że metryczka spodobała się zarówno Zamawiającej jak i Obdarowanej :) A ja mam nadzieję, że w przyszłości i dla Antosia będzie fajną pamiątką :)




 









   Na koniec jeszcze dodam, że dzięki uprzejmości Pasmanterii Internetowej Haftix do Jacewiczówki dotarł zestaw mulin Sullivans do przetestowania. Ja nie mogę doczekać się pierwszych haftów, sama jestem ciekawa jak ułoży się nasza współpraca. Was już teraz  serdecznie zapraszam na post podsumowujący wrażenia, który pojawi się na blogu już wkrótce :)




Pozdrawiam serdecznie,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki :)


PS: Na Podlasiu biało!

poniedziałek, 27 listopada 2017

404. Różowa kartka, czyli coś ze skrawków.

Witajcie!

   Dziś zapraszam na spotkanie z różową karteczką.

Kartka powstała już jakiś czas temu i o dziwo, nie dlatego, że taka była potrzeba, jak to się u mnie często dzieje, ale ot tak po prostu... No może z chęci wykorzystania całkiem sporych skrawków, które pozostały z innych projektów. Pomyślałam, że od przybytku głowa nie boli, poleży sobie, a okazja się znajdzie... I się znalazła! Jak na zawołanie! Kilka dni po stworzeniu kartki okazało się, że jedna z naszych Koleżanek Hafciarek została Babcią małej królewny! I tak różowa karteczka stała się całkiem konkretną kartką z gratulacjami :) Adresatka niestety się nie odezwała, ja także nie dopytywałam, więc nie wiem czy dotarła.

Tak jak pisałam, kartka powstała ze skrawków, które pozostały z innych projektów, a dokładnie z pasków białego i różowego w krateczkę, kartonu. Każdy paseczek "potraktowałam" kreatywnymi nożyczkami, a następnie naklejałam na siebie, tak by jeden zazębił się za kolejny. By wykończyć całość dodałam jeszcze motylki, scrapkowe kwiatki, diamencik oraz napis. Skromna karteczka zyskała też kolorowe wnętrze.

I tym sposobem, przypadkiem nieprzypadkiem powstała całkiem fajna karteczka :)







Pozdrawiam cieplutko,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki


poniedziałek, 20 listopada 2017

403. Na powitanie Ignasia :)

Witajcie!

   Dziś zapraszam na zaległy post, który na swoją publikację czeka już jakiś czas. Ale nie ma tego złego, bo zdjęcia prac wykonałam jeszcze podczas pięknej pogody, więc na aurę za oknem, obecna na zdjęciach zieleń oraz słonko, jak najbardziej wskazane.

   Jakiś czas temu nasza blogowa Koleżanka Ewa została mamą. Specjalnie dla Niej, a w zasadzie Jej maluszka postanowiłam stworzyć drobiazg na powitanie :) 

Do kilku drobiazgów dołączyła kartka z życzeniami. 

Zainspirowała mnie gotowa scrapowa kartka z wózeczkiem znaleziona w internecie, jednak stała się ona tylko podstawą do stworzenia tej właściwej kartki dla Ignasia.

Jako baza posłużył mi niebieski karton, ale wykorzystałam jeszcze dwa odcienie niebieskiego papieru, biały karton, tapetę w kropki oraz kokardkę. Pomocne były dziurkacze ozdobne i kreatywne nożyczki. Grafika bobasa, to pomalowana przeze mnie, kolorowanka znaleziona w internecie. 

Myślę, że wyszła fajna, ciekawa i przestrzenna kartka :) Jak widać zwabiła nawet motylka :)







   Jako taki prezent dla maluszka ode mnie, powstała szmatka miętoszka, nazywana także metką :) 

Haft płaski (ścieg łańcuszkowy) wykonałam na białej bawełnie, a za jego wzór, posłużyła kolorowanka. Na brzuszku misia zagościła pierwsza literka imienia chłopczyka. Wykorzystałam kolorowe wstążki, głównie w kropeczkami. Plecki powstały z beżowej tkaniny z białymi kropkami.












Skromny prezent już dawno dotarł do Ewy i Jej synka i chyba się spodobał :)


Pozdrawiam serdecznie,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki :)


poniedziałek, 13 listopada 2017

402. Best wishes Mr Bond :)

Witajcie!

   U nas znowu szaro i ponuro :( Ale nie ma co narzekać, bo przynajmniej choróbska się nas specjalnie nie czepiają. Nawet jeśli przyplączą się jakieś katary, to przechodzą "ustawowo", po tygodniu, no i nie są specjalnie dokuczliwe. Synek nie opuścił jeszcze ani jednego dnia w szkole, więc naprawdę są powody do radości :)

   Dziś na blogu zagości agent James, James Bond :) Co prawda, inne prace czekają w kolejce na swoje posty, ale wiadomo, że agent takiej klasy czekać nie będzie :)

   A tak już na poważnie, to podczas weekendu, mój Szwagier obchodził urodziny, i pomimo, że czasu nie miałam wiele, postanowiłam zrobić kartkę. Sprawa niełatwa przecież, bo męska kartka to zawsze wyzwanie!

   Szukając inspiracji, trafiłam na wzór Bonda - czarną postać, jakby cień, opracowany jako haft krzyżowy. I od razu wpadłam na pomysł, który wydał mi się znacznie ciekawszy, niż czarna, krzyżykowa plama. Wykorzystałam sam obrys postaci, haftując go dwiema nitkami ciemnogranatowej, niemal czarnej Ariadny. Natomiast środek postaci wypełniłam blackworkiem - ściegiem, który od razu skojarzył mi się z deseniem obecnym często na eleganckich krawatach. Blackwork wykonałam jedną nitką wspomnianej muliny. Pojawił się także haftowany konturowy napis - słynny numer, broń i kieliszek martini - oczywiście wstrząśniętego, niemieszanego :)
Pozostała kwestia oprawy. I tutaj również nie było łatwo. Haft dość sporych rozmiarów, trzeba było jakoś ciekawie wyeksponować. Przydały się tu scrapki w brązach z lekką nutką złota, czarny karton, którym podkleiłam hafty, oraz dwa rodzaje tapety - z motywem cegły i delikatnych gałązek jakiś ziół, obie utrzymane w szarościach. Wszystko to oczywiście warstwa, po warstwie naklejone na bazę z białego kartonu. Dodałam jeszcze mały akcent kolorystyczny w postaci bukiecika kwiatów (to już niemal ostatnie piękności, które wykonała Viola z Pasji Violi). 

Wnętrze kartki w biało - zielono - brązowej kolorystyce, zdobią napisy i życzenia. Co do życzeń, to także nie są one przypadkowe - całość to mój własny pomysł :) Takie rymy w klimatach Bonda - "na bogato".

Na koniec dodam, że rozmiar kartki, także "na bogato" - format A4, wiec kartka zdecydowanie XXL :)




























Na koniec jeszcze sprawy organizacyjne :

- na misie w zabawie z Fizzy Moon, czekam jeszcze półtora miesiąca :) Zajrzycie w zakładkę, przypomnijcie sobie zasady :)
- koniec roku się zbliża, więc pora także uzupełnić, uporządkować listy przeczytanych książek z wyzwania czytelniczego. Podobnie jak w zeszłym roku, będę czekała, na linki do albumów, zakładek na blogu itd, od osób, które podołały zadaniu, by spośród nich wylosować i nagrodzić jedną :)
- zastanawiałam się nad nową roczną zabawą, podobną zasadami do tej z misiem Fizzy i mam pomysł. Wydaje się, że będzie ciekawie :) Myślę, że szczegóły jak i zaproszenie do zabawy pojawią się na blogu w grudniu :)

Pozdrawiam serdecznie,
Ania z Kreatywnej Jacewiczówki :)


PS: Właśnie rozpadał się śnieg :)